Translate

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wszyscy + życzenia


Przeczytałam komentarze pod poprzednim postem, bardzo się ciesze ze tam są, byłam przekonana ze nikt tego nie będzie chciał czytać. Wzięłam sobie do serca wasze rady i obiecuje ze się poprawie :D

Więc tak, ten imagin miał być wesoły, ale średnio mi to wyszło. Zresztą same oceńcie xD


Wreszcie nadszedł dzień, na który wszyscy z utęsknieniem czekali, ale nie ty. Prezenty, wieczerza, kolędy. Święta, czas rodzinny, szczęśliwy, a jednak tobie kojarzył się zupełnie inaczej. Dokładnie 3 lata temu, w wigilie, wraz z twoimi rodzicami jechaliście do cioci, drogi były śliskie i zapał już zmrok. W pewnym momencie poczułaś uderzenie, usłyszałaś krzyk- uderzył w was tir. Ty przeżyłaś , ale oni nie. Od tamtej pory nienawidzisz świat, a na wspomnienie o rodzicach po policzkach płyną łzy. Nigdy nie pogodziłaś się z nich stratą. Wszyscy ten „magiczny czas” spędzali z rodzinami, najbliższymi, a ty… ty ich nie miałaś. Czułaś się jak wyrzutek, nikomu nie potrzebna  i właśnie w święta samotność dotykała cię najbardziej !
Dzisiejszy dzień miałaś spędzić ze znajomymi, byłaś już nawet gotowa do wyjścia, ale coś w tobie pękło, zadzwoniłaś do nich, odwołałaś swoją wizytę, grzecznie przerosiłaś i złożyłaś życzenia. Wiedziałaś z kim chcesz spędzić te święta. Zadzwoniłaś po taksówkę i pojechałaś.
- Witaj mamo, cześć tato- powiedziałaś ze smutnym uśmiechem stojąc nad grobem swoich rodziców- przyszłam złożyć wam życzenia, no więc zdrowia, szczęścia i…  nie to już pewnie macie. No to może… może po prostu życzę Wam tego czego wam brakuje. Bardzo was kocham i za wami tęsknie. Mam nadzieje ze jest wam tam dobrze.- mówiłaś, a głos ci się załamywał. Na cmentarzu byłaś tylko ty, a przynajmniej tak ci się wtedy wydawało, przykucnęłaś, schowałaś głowę  w kolanach i płakałaś, długo i głośno. Tak bardzo ci ich brakowało. Nagle poczułaś ze ktoś za tobą stoi i delikatnie dotyka twojego ramienia.
- wszystko okej?- czyjeś zmartwione oczy patrzyły na ciebie. Podniosłaś głowę i zobaczyłaś piciu chłopców, po policzku jednego z nich płynęła pojedyncza łza.
- Taak, nie przejmujcie się mną, ja po prostu… nie ważne, nic mi nie jest.- próbowałaś się do nich uśmiechnąć , ale średnio ci to wyszło.
- Twoi rodzice ? – spytał jeden z nich spoglądając na grub, to był ten który płakał- wiem co czujesz. Przychodzę do dziadka kiedy tylko mogę, bardzo mi go brakuje- chłopak uśmiechnął się smutno- ale wiem ze jest przy mnie. I zawsze kiedy mam dosyć, kiedy nie mam już siły walczyć, to przypominają mi się jego słowa „ Zayn wnusiu dasz radę”- chłopak ponownie otarł łzę ze swojego policzka.
- Czemu jesteś tu sama ?- zapytał kolejny, był to blondyn o wielkich niebieskich oczach.
- Boo ja… ja nie mam już nikogo. Kiedy moi rodzice odeszli zostałam sama. Dlatego każdą wigilie spędzam z nimi.- nie wiedziałaś Czemu im to mówisz, może dlatego ze czułaś, że oni cię rozumieją
- Hej będzie dobrze- pocieszali cię chłopcy.
- Możesz spędzić wigilie z nami.
- Nie. Ja dam sobie rade.
- Przykro nam nie masz wyboru- uśmiechnęli się wszyscy, pomagając ci przy tym wstać.
- Ale ja...
- Jesteś cała przemarznięta, zapłakana i na pewno głodna, a my nie odpuścimy- nie dał ci dokończyć brązowooki chłopak z krótkimi włosami.
- Mają państwo wspaniałą córek- Loczkowaty zwrócił się w stronę grobu- my się na zajmiemy, obiecuje. Wesołych świat!
Poddałaś się. Chłopcy zaprowadzili mnie do dużego domu, w środku był naprawdę piękny „ pewnie mają dużo kasy” pomyślałaś. Weszliście do jadalni gdzie był już zastawiony stół
- Najlepszego kochani- przed nami jak spod ziemi wyrosły dwie piękne dziwaczny.
- Nie musiałyście- Czarnowłosy, chyba miał na imię Zayn, pocałował blondynkę, a ten krótkowłosy, te drugą z lokami.
- No może najwyższy czas się przedstawić- zaczął Loczek- jestem Harry, ten tu w paskach to Lou
- Hej- Louis ci pomachał z szerokim uśmiechem
- To jest Danielle i Liam- wskazał na dziewczynę w lokach i chłopaka obok- oni również ci pomachali- To Zayn- loczek wskazał czarnowłosego chłopaka
- Wiedziałam !- wyrwało ci się- to znaczy wydawało mi się ze już mówiłeś jak masz na imię.- wytłumaczyłaś odrobinę zawstydzona
- Haa widzicie mnie zapamiętała! - uśmiechał się.- Wiec to jest moja dziewczyna Perrie. Ten tu wszystkożerny blondyn to Niall i… to chyba wszyscy.
- Miło mi was poznać kochani, Jestem [T.I] – uśmiechnęłaś się.
- To co powitalny przytulas- zaproponował Lou. I wszyscy nie czekając na odpowiedź momentalnie rzucili się na ciebie.
- Mogę ci obiecać ze to będą najlepsze święta w twoim życiu- wykrzykiwał szczęśliwy Lou.
- A Ty skąd możesz to wiedzieć- spytałaś drocząc się z nim
- O, to oczywiste. Bo nas poznałaś- wszyscy wybuchliście gromkim śmiechem.
Louis miał racje to rzeczywiście były najlepsze święta, brakowało ci tylko rodziców. Na tę myśl znowu posmutniałaś co zauważył Zayn.
- Nie smuć się. Oni są przy tobie- chłopak mocno ci przytulił,
- Wiem, no i teraz mam też Was- odwzajemniłam uścisk
- Już się nas nie pozbędziesz !-  zapewniali cię pozostali.
I znowu się nie pomylili. Od tamtej pory już nigdy nie poczułaś samotności. 


A teraz czas na życzenia !Kochane wy moje życzę Wam, zgodnie z regułką zdrowych, pogodnych,  szczęśliwych  rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia. Żebyście spotkały tych piecu idiotów ze schodów, żebyście się z nimi ożeniły ( tak wiem powinno być wyszły za mąż), żebyście mogły czochrać włosy Harrego, jeść marchewki Louisa, układać sobie fryzury z Zaynem, opiekować się żółwiami Liama i oczywiście bić się o jedzenie z Niallem oraz spełnienia wszystkich nawet najskrytszych marzeń :**
                                                                                                                                       LEXI

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz